sobota, 30 czerwca 2012

na dyszczku znalezione.. 2

Erpegowe opowiadanko które wystukałem kilka lat temu. Z racji tego że ostatnimi czasy jakoś postapo mi się ponownie spodobało - to pokazuję.


Nie płacz Zuza, nie płacz...

-Nie płacz Zuza, nie płacz. Bo dziecku zaszkodzi.

Wychudzony młokos uspokajał swoją kobietę. Miała jakieś czternaście lat, a wydatny brzuch wskazywał, że była w ostatnich miesiącach ciąży.

- Nie płacz Zuza, nic się nam złego nie stanie, pułapki tylko sprawdzimy, wiesz przecież że coś jeść musimy, no nie płacz.

- Szymek proszę, obiecaj że to tylko pułapki będą, że na rabunek nie idziecie. Przecież wiele nam nie trzeba, mamy tę piwnicę, a i węgla starczy jeszcze na długo- wskazałą dłonią na wnętrze nory w której się znajdowali- mamy szczęście przecież, sprzyja nam od kiedy z Landsberga uciekliśmy.

Szymek spuścił głowę i popatrzył z ukosa na czwórkę dzieciaków przycupniętych pod ścianą.

- Tylko pułapki sprawdzimy, no nie? Do wieczora wrócić damy radę.

- No - odezwał się najbardziej pokręcony z gromadki- złapiemy ze trzy szczury i wracamy...

- Nie pierdol Hajni, ty nigdzie nie idziesz, ty będziesz Zuzy pilnował, marsz byś tylko opóźniał- zestrofował go Szymek.

Pozostałe dzieciaki opuściły głowy- żadne z nich nawet na Zuzę nie spojrzało - i burknęły coś tylko,  przytakując swemu liderowi.

- Noto się zbierać będziem, nie? Daj pyska Zuza, i nie rycz, dziś wieczorem najesz się do syta. Nu paszli, rebjata....

******

Czekali przy trakcie dobrych parę godzin, nikt się jednak  nie pojawiał. O sprawdzaniu pułapek nawet nie myśleli- był koniec stycznia i złapanie czegokolwiek przy czterdziestostopniowym mrozie graniczyłoby z cudem. Pozostało im tylko polowanie na dwunogą zwierzynę.

Szymek przytknął do oka połówkę lornetki i gapił się na okolicę. Wiatr targał zniszczonym prześcieradłem założonym na cudaczną zbieraninę szmat, swetrów i kurtek...

- Nic kurwa, nic nie widać, same tylko zaspy i szkieletowce... żeby choć jakiś łazęga się pokazał.. Nie Cycek?

Dwunastolatek obrócił głowę w stronę bossa. Deformująca twarz narośl widoczna była nawet poprzez grubą warstwę szmat, którymi dzieciak owinął sobie głowę..

- Budzjet choroszo, nada nam tolka paczekać jeszczio....

- Żeby nam tylko kurwa dupy nie poodmarzały - mruknął Szymek i przytulił się mocniej do ściany.

Zrujnowana kamienica w której się skryli stanowiła doskonały punkt obserwacyjny. Trakt był widoczny na dobre dwa, trzy kilometry. Poza tym w promieniu trzystu metrów nie było niczego poza kilkoma kikutami latarni i wrakiem ciężarówki. Całą resztę gruzów litościwie pokrywała prawie metrowa warstwa zmrożonego śniegu. Szymek popatrzył jeszcze chwilę, a potem schował się do wnętrza kryjówki. Wewnętrzne pomieszczenia, osłonięte przed wiatrem pozwalały choć na chwilę wytchnąć. 

To właśnie starali się robić Dziura i Rudy. Okryci kilkoma kocami dzielili się tą odrobiną ciepła którą wytwarzały ich ciała.

- No weź Dziura, przecież strażnikom brałaś. No nie bądź taka, no. Dobrze.... lubię cię Dziura, wiesz?

*****
Wędrowcy pojawili jakąś godzinę przed zachodem słońca. Było ich trzech. Pierwszy- uzbrojony w jakąś kuszę, szedł kilkanaście metrów przed pozostałą dwójką, ciągnącą wypakowane do granic możliwości sanie. Ci nie wyglądali na uzbrojonych.

- Dobra nasza, mają jedną kuszę i jakieś włócznie przywiązane do pakunków- mamy przewagę- ucieszył się Szymek i jął naciągać swoją broń. Zardzewiały resor nie chciał się łatwo poddać. Zajęło chwilę, zanim z pomocą lewarka umieścił cięciwę we właściwym miejscu, a bełt spoczął w przeznaczonym sobie rowku.

W tym samym czasie Cycek wybrał najlepiej wyglądający nabój z pośród trzech które posiadał i załadował nim swój samopał. Rudy i Dziura wyciągnęli noże - wyglądali żałośnie - dwójka krostowatych dzieciaków uzbrojona w wyszczerbione ostrza. Idiotą byłby jednak ten kto by się nad nimi zlitował. Ta para zdążyła
już pokazać że potrafi używać swojej broni.

- Ja zostaję tutaj i zdejmuję tego z kuszą, a wy zajmujecie się pozostałymi, paniali? Noto zapierdalać na dół- tylko hałasu nie naróbcie- zakomenderował Szymek.

Nie narobili hałasu. Szybko i sprawnie przycupnęli pośród resztek jakiś mebli i nawianego śniegu.

- Ty Cycek strzelaj, a potem razem lecimy wypatroszyć tych debili- wycedził Rudy.

- Kanieszna- przytaknął chłopak

*****

Nieznośne minuty oczekiwania. Paluchy przymarzające do broni. Oddech pokrywający zasłonę twarzy grubą warstwą szronu. I wiatr, wyjący gdzieś tam w górze, śpiewający swą ponurą pieśń.

Gdy wędrowcy podeszli na odległość strzału, czwórka młodych bandytów zadziałała jak dobry przedwojenny mechanizm. Szymek nacisnął dźwignię, kusza zagrała nisko, posyłając toporny bełt prosto w trzewia idącego na przedzie nieszczęśnika. Potem strzał Cycka- niestety chybiony. Przerażony krzyk jednego z wędrowców- kobiety. Chrzęst śniegu pod stopami Rudego i Dziury. Ich piskliwy okrzyk bojowy “kurrrwa”. I pojawiający się znienacka w rękach kobiety kulomiot, szczekający krótko dwa razy i masakrujący obydwa dziecięce ciałka. Cycek, potykający się w biegu- może on dosięgnie przeciwnika, może jemu się uda. Był tuż koło trzeciego z wędrowców, gdy ten podniósł rękę uzbrojoną w jakiegoś obrzyna i wypalił mu prosto w twarz.

Szymek czuł się jakby to był zły sen, kusza drżała w jego dłoniach, bełt wypadł z zesztywniałych palców. Nim naładował, seria z peemki oderwała z muru fragmenty tynku i cegieł. Po chwili do pomieszczenia w którym się znajdował wpadła, sycząc, jakaś stara puszka. Zdążył tylko zakryć uszy....

*****

Gdy odzyskał przytomność leżał skrępowany na śniegu. Jeden z wędrowców umierał w męczarniach oparty o sanie. W jego brzuchu tkwił bełt. Po lotki.

Szymek przekręcił się. Parę metrów od niego leżały parujące jeszcze ciała Rudego i Dziury. Odwrócił głowę. Tylko po to żeby zobaczyć bezgłowe zwłoki Cycka. Nie zdążył zapłakać- zbliżyły się do niego niedoszłe ofiary napadu. Wiatr wydymał poły ich grubych wojskowych płaszczy. Zauważył jeszcze że kobieta trzyma w dłoni ciężki klucz, a facet siekierę. Był twardy. Nie krzyczał gdy zmiażdżyli mu kolana. Gdy zabrali się za dłonie i łokcie- stracił przytomność.

*****

Zuza przestała płakać trzy dni temu. Trzy dni temu skończyło się też jedzenie. Teraz siedziała przy palenisku próbując ugotować coś z dwóch pasków i szczurzych łapek. Obok siedział w połowie sparaliżowany Hajni. Ślina kapała z jego ust.

- Zaraz się najesz Hajni.. a później się położysz- trzeba oszczędzać siły, wiesz?

Zjedli parującą lurę. O dziwo, żadne z nich nawet nie zwymiotowało. Dziecko w łonie Zuzy uspokoiło się trochę.

Hajni usnął. Zuza patrzyła się na uśmiechniętą twarz dzieciaka dobre pół godziny. Potem podeszła, zarzuciła mu na twarz koc i dociążyła własnym ciałem. Kaleka nie wierzgał nawet tak bardzo jak się spodziewała. Gdy już przestał się rzucać dziewczyna zapłakała. Zaraz jednak powiedziała do siebie:

-Nie płacz Zuza, nie płacz. Bo dziecku zaszkodzi.

Gdy już się trochę uspokoiła, wzięła nóż i zaczęła ćwiartować zwłoki.

niedziela, 10 czerwca 2012

powstańcy - pierwsza czwórka

W końcu znalazłem czas żeby dokleić ostatnią grudkę gieesa do tych nieszczęśników. 

/Zdjęcia niestety fatalne - latorośl ukryła w wiadomym tylko sobie miejscu kabelek od aparatu i posiłkować się muszę jakimś olympusem, który robi okropne zdjęcia./



czwartek, 7 czerwca 2012

na dyszczku znalezione..

Maj minął, czerwiec pędzi jak szalony, robota mnie się w rencach pali normalnie... a efekt jest taki że na figsy poświęciłem jeno kilka godzin.. Zapoznałem się poza tym z miliputem i magic sculptem. I o ile ten ostatni wydaje się być ciekawą masą - szczególnie w połączeniu z gieesem - gdyż staje się wówczas bardziej plastyczny, a także lepiej trzyma się poprzedniej warstwy... to trenując z miliputem ogarnęło mnie przerażenie - ot przypomniała mi się moja walka ze szpachlą w czasie remontu - wszystko utytłane, masa odpada lub spływa, a po zaschnięciu osiąga fakturę gipsu.. Blee.

A dyszczek, co dyszczek ma do tego wszystkiego? Wyciągałem pliki z archiwum i trafiłem na kilka obrazków które popełniłem będąc zafascynowany erpegami, falloutem2 i fanowskim forlornworldem.
Wrzucam, niech w oczy kłują - może kiedy popełnię coś podobnego.




To nie zombie.. to wygłodniali obywatele :P


środa, 2 maja 2012

korpus bojownika z smg

Świeżutki jeszcze.. nieoszlifowany i bez ucha... i jakoś stracił na tych zdjęciach wiele ze swej dynamiki..






piątek, 27 kwietnia 2012

siekiera, motyka...

Niewiele mogłem zrobić przez ostatnich parę dni. Ludzi ogarnęło jakieś szaleństwo.. może nie wszystkich, ale przynajmniej klientów korporacyjnych. Masakra.

Wrzucam fotki dwóch kadłubków. Sporo błędów, ale coraz bardziej udaje mi się zabawa detalem.








środa, 25 kwietnia 2012

Smurda spod lasu

Oto smurda.. taki zwyczajny.. zazwyczaj chroni się w konarach prasłowiańskiej gruszy.

Prawdę mówiąc męczyłem go dosyć długo.. raz nawet udało mi się go przypalić pod lampą.. ale masa przynajmniej szybko stwardniała :)







Etykiety